sobota, 11 kwiecień 2009

Producenci komputerów zatoczyli koło...

Jakiś czas temu czytałem sporo o nowych pomysłach konstruktorów komputerów. Wtedy uderzyła mnie jedna myśl - konstruktorzy i ich pomysły zatoczyły wielkie koło. Trzeba było około trzydziestu lat, aby historia budowy tego sprzętu znów znalazła się w tym samym miejscu.

***

Czy pamiętasz czasy, kiedy komputery osobiste były wielkości klawiatury???

***

Ja pamiętam. W tamtych czasach (lata 80 i początek 90) komputer był dla mnie tylko i wyłącznie marzeniem. To u kolegów widywałem różne Spectrumy czy inne Atarynki. Czasem Amigi. Ale to właśnie Spectrum rozpoczął wg mnie taka naprawdę bój o użytkownika domowego. Mikrokomputery, jak wtedy się je nazywało, zdobyły szturmem rynek komputerów domowych. Jeszcze przez długie lata nikt nie miał w domu PeCeta - czyli tego 'prawdziwego z nazwy' komputera osobistego.
Pomysł był prosty - kupujemy małą maszynkę, w której mamy zintegrowany na jednej płycie procesor, procesory graficzny oraz muzyczny. A to wszystko wmontowane jest pod klawiaturę. Całość podłączamy do zwykłego telewizora, jako urządzenia wyjściowego, oraz do magnetofonu - jako standardowego urządzenia wejścia(choć także i wyjścia, kiedy zapisywało się na kasecie własne programy). Proste i nieskomplikowane.
Przez kolejne dwa dziesięciolecia (licząc od początku lat 90 do dnia dzisiejszego) blaszaki zaczęły opanowywać gospodarstwa domowe. Niby nic w tym dziwnego - postęp techniki i malejące ceny sprzętu produkowanego przez wielu dostawców przyczyniły się do takiego obrotu spraw.
I oto nadszedł rok 2009. Na targach elektronicznych firma ASUS zaprezentowała swój 'całkowicie innowacyjny' koncept komputera w... klawiaturze :-] Całość została nazwana równie 'innowacyjnie' - ASUS Eee Keyboard. Na czym to polega? W środku klawiatury zainstalowano... procesor, procesory graficzny oraz muzyczny - teraz nazywane 'kartami graficzną oraz muzyczną', z tym, że nie są to już karty, a jedynie chipy umieszczone na płycie głównej. Podłączamy to do monitora, a jako pamięć przenośną mamy... pendrive'a. Jakie czasy, takie obyczaje :-] Zamiast kaset mamy pojemne pamięci przenośne, a zamiast telewizora - monitor, choć niektóre z nowych telewizorów LCD mają tryb pracy monitora. Co się zatem zmieniło?
Technologia. Otóż teraźniejsze procesory tylko z pozoru są słabsze - cyfrowo na pewno. Dawniej montowane były popularne procesory 3MHz oraz większe, teraz są to... 1,6GHz. Zatem cyferki są z pozoru mniejsze, ale już literki po nich informują o około 1000 krotnym skoku. I jeszcze jedna nowość - w środku mamy dysk twardy ok. 16 GB na kości SSD.
Zatem zatoczyliśmy koło, ale wróciliśmy do punktu wyjścia z technologiami, które jeszcze 30 lat temu były nie do wyobrażenia. Ale to nie koniec...

***

Czy pamiętasz czasy, kiedy uruchamiając komputer miałeś go gotowego do pracy w kilka sekund?

***

I znów napiszę - ja pamiętam. Uruchamiając wspomnianego już Spectruma czekałeś dosłownie chwilę, aby komputerek wyczyścił ekran i swoją pamięć RAM. W pamięci ROM znajdował się interpreter języka Basic. To wystarczało Ci do podjęcia pracy z Twoim komputerem. Mogłeś programować, albo wydając komendy uruchomić zapisane na kasetach programy. Jasne, samo wczytanie programu czy gry trwało strasznie długo, ale system miałeś gotowy już w kilka sekund po włączeniu komputera.
Wspomniana już powyżej forma ASUS znów zerknęła wstecz. I od roku na rynku święci tryumfy tzw Express Gate. Pomysł prosty - w pamięci ROM umieścić małe jądro linuksa, w którym odpalonych może być kilka podstawowych programów - m.in. skype lub przeglądarka internetowa. Mała rzecz a cieszy, bo jeżeli chcesz tylko sprawdzić pocztę via www, to nie musisz czekać na start zwykłego systemu operacyjnego wraz ze wszystkimi jego, niepotrzebnymi Ci w tej chwili, składnikami, a jedynie otwierasz przeglądarkę i... już.
Szalone pomysły rodem z lat 80 powracają w wielkim stylu. Czy cofamy się w rozwoju? Nie, wg mnie tylko wróciliśmy na chwilę, aby zabrać stare, dobre pomysły, a dzięki nowoczesnym technologiom tchnięte w nie zostało 'nowe życie'. Lepsze, bo szybsze. A w obecnych czasach to czego najbardziej nam brakuje to... czas.
Będę dalej obserwował poczynania firmy ASUS, bo idzie w dobrą stronę - jest mądrzejsza mądrością czasów, które już minęły i nie zapomina o dziedzictwie myśli technicznej, która mimo swej prostoty ma dużo do zaoferowania. Szczególnie, gdy tę pozorną prostotę połączy się z możliwościami, których wcześniej po prostu nie było...

poniedziałek, 25 sierpień 2008

Polska socjalizmem silna

Było już o Internecie, było o oprogramowania, zatem czas teraz na... nie zgadniecie - politykę. Może nie tyle politykę we właściwym sensie, ale o to co się z polityka wiąże.
W tytule notki pojawia się słowo 'socjalizm'. Dla większości kojarzy się zapewne z PRLem, komunizmem i tego typu nieprzyjemnymi wspomnieniami. Czy słusznie? Według mnie nie, chociaż komunizm, czyli próba wprowadzenia idei socjalistycznej w życie przez Sowietów, jest pewnym naturalnym następstwem myśli socjalistycznej.
Ja w swojej notce chciałbym poruszyć trochę inny, często zapominany aspekt socjalizmu, być może bardziej marksizmu - wywyższenie klasy robotniczej.

***

Czy zauważyłeś/łaś, że tzw. robotnik w społeczeństwie polskim od czasów komunizmu cieszy się uznaniem społecznym? Czy zauważyłeś/łaś, że ukuł się w zasadzie negatywny wzór robotnika, jako tandeciarza, często alkoholika, a jednak człowieka godnego uznania?

***

Chcę poruszyć kilka kwestii. Wszystko w odpowiedzi na to, co widzę od pewnego czasu w tv. I chociaż wydawało mi się, ze sprawa już przycichła i nie wymaga komentarza, jednak wciąż żądne sensacji media wszystko potrafią rozdrapać.
Robotnik - symbol Polski Ludowej. W ideologii tworzonej wespół przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, to właśnie klasa robotnicza miała najwyższe miejsce w hierarchii społecznej. To robotnicy, jako klasa ciemiężona przez wieki miała zrzucić kajdany i rządzić narodem.
Wszystko pięknie. Filozofowie mają to do siebie, że lubią tworzyć piękne i światłe myśli. Ich świat jest tym, na który czeka współczesne społeczeństwo. Filozof jest osobą myślącą, analizującą świat dookoła. Zna jego potrzeby, słabe strony. Wie, co należy powiedzieć, żeby pociągnąć za sobą naród.
Dzięki PRLowi robotnik stał się, jak to niejednokrotnie było mówione, tzw. 'świętą krową'. Był otaczany czcią, o nich śpiewały dzieci na akademiach, inne recytowały o nich wiersze, jeszcze inne wręczały im kwiaty. Bili rekordy, odbudowywali polskie państwo po zniszczeniach drugiej wojny światowej. Z czasem jednak ich piękno i chwała zaczynały przygasać. To robotnicy byli najczęstszymi bywalcami tzw. budek z piwem, to oni zajmowali swoimi nieważkimi ciałami ławki na przystankach. Mimo wszystko nadal byli, są i będą szanowani przez naród. I słusznie, bo spora grupa z nich to rzetelni fachowcy, bez których reszta świata nie poradziłaby sobie.
Zastanawia mnie tylko jedno - dlaczego na siłę w Naszym kraju robotnika stawia się za przykład. Był już papież i jego 5 minut po śmierci, a od kilku lat ubóstwia się wręcz prostego robotnika stoczni gdańskiej. Czy zasługuje na to uwielbienie? Czy kraj, który miał szansę po 1989 roku rozkwitnąć i nie być hamowany przez władzę tzw. poprzedniej epoki, jest mu winny cześć?
Śmieszy mnie cała ta sztuczna aureolka wokół tego człowieka - zwłaszcza fakt, że wszystko co powie jest święte. Ludzie idą za nim nawet w ogień, choć tak naprawdę nie ma on żadnej wiedzy, a naród, którym nieudolnie rządził powinien dawno potraktować go tak jak on potraktował naród - pisząc kolokwialnie 'olać'.
Dziwi mnie, ze człowiek, który nie ma żadnego wykształcenia, jest zapraszany na uczelnie, gdzie zbiera się studentów, którzy słuchać muszą jego 'wykładów'.
Ale naród polski często ubóstwia ludzi bez wykształcenia. Wydaje się, ze tylko po to, żeby potem mieć na kogo narzekać. Ale gdy tylko znów ktoś na 'Naszego prezydenta' podniesie rękę wszyscy są oburzeni.

***

Czy Ty podałbyś/podałabyś rękę komuś, kto zabił bliską Ci osobę?
***

Czy ten człowiek zasługuje na oddawaną mu cześć? Czy człowiek, który publicznie podaje rękę oprawcy swoich współpracowników zasługuje na poparcie? Nie był to, o zgrozo, gest przebaczenia, ale pojednania. Ten człowiek chce się z oprawcą bratać, nie przebaczać. Zresztą czy ten człowiek ma prawo przebaczać za tych, których sam zdradzał?

czwartek, 24 kwiecień 2008

Jak to z office'm bywa, czyli kompleksy open source

Od pewnego czasu korzystam z dobrodziejstw legalnego oprogramowania. Przychodzi taki czas w życiu, że człowiek zaczyna zarabiać pieniądze. Wówczas w głowie powstaje tysiąc myśli na temat legalności posiadanych w domu przedmiotów. Wiadomo - komputer zwykle kupuje się w sklepie, to samo z telewizorem czy inną suszarką do włosów. Każdy z tych przedmiotów w jakimś stopniu ułatwia codzienne życie i przydaje się do czegoś.

***

Czy myślałeś/aś kiedykolwiek o kradzieży biurka, ryzy papieru i długopisu???


***

Stało się - pewnego dnia pojawiłem się w sklepie, zakupiłem oryginalny system. Potem poszło lawinowo - promocja na pakiet Office wydany przez Giganta z Redmond. W ten oto sposób stałem się posiadaczem dwóch potrzebnych mi do pracy narzędzi - systemu operacyjnego, bez którego komputer jako taki jest pozbawiony jakiejkolwiek wartości (oprócz pieniężnej - można po prostu sprzedać jego podzespoły), oraz pakietu do tworzenia wszelakich dokumentów.
Ktoś powie - głupek, przecież są darmowe alternatywy - jedna z miliona dystrybucji Linuxa, czy Open Office. Są, a jakże. Istnieje tylko jedno małe pytanie - czy te 'produkty zastępcze' są wygodne w codziennym użytkowaniu? Czy każdy sprzęt zgodny ze standardem PC podłączony do mojej maszynki będzie działał sprawnie i tak, jak powinien?
System jest dość prostym wyborem - pod XP wszystko ładnie chodzi, większość programów z nim współgra i jest cacy. Ale po co Ci człeku oryginalny Office?
Odpowiedź jest prosta - jest wygodny. Jedyną cechą, której nie można zarzucić programom dostarczanym przez wielkie korporacje jest ta, że są po prostu wygodne i coraz bardziej intuicyjne. A Office ze znaczkiem 2007 bije konkurencję na głowę. Dostęp do wszystkich funkcji z tzw. wstążek i bardzo wygodnych menu kontekstowych - bardzo ułatwiają pracę.
A czego mi brakuje u konkurencji? Ot choćby proste numerowanie stron - chcę zacząć wstawiać numerki dopiero na drugiej stronie tworzonego dokumentu i mają się zaczynać właśnie od dwójki. Nie ma problemu. W OO obserwowałem proces powoływania czegoś podobnego do życia - tworzenie odpowiedniego makra. Trwało to ok 20 minut, a człowiek, który to robił znał się na rzeczy. Zwykły, szary użytkownik (czytaj: autor tegoż tekstu) musiałby najpierw zajrzeć do google'a, potem z ton nieprzydatnych i niesprawdzonych wiadomości na tysiacach for wypreparować odpowiedni 'złoty środek' i dopiero zabierać się do pisania właściwego dokumentu. Oceniam to na ok 30 minut. Być może trochę krócej. Ponieważ jestem wygodny, wole wydać pieniążki, które koledzy programiści przejedzą, ale mieć wszystko od razu w paczce. Proste i łatwe.
Przykłady możnaby mnożyć (drukowanie złożonych arkuszy kalkulacyjnych na stronie A4 w orientacji poziomej itd itp), ale po cóż to robić. Dla 'wyznawców' Open Office'a najwazniejsze jest, że dokumenty zapisywane przez ich ulubiony edytor tekstu są coraz bardziej kompatybilne z tymi, które tworzone są w Wordzie.

***

Czy zwróciłeś/aś kiedykolwiek uwagę na to, że w promocji oprogramowania o tzw. 'otwartym źródle' zwykle podkreśla się ich zgodność z programami o tzw. 'źródle zamkniętym' pomijając zupełnie kwestię użyteczności???

***


Tak drogi Czytelniku. Zawsze przy okazji debiutu nowego Open Office'a jesteśmy bombardowani informacjami o tym, że pliki zapisywane w formacie .doc, .xls, czy nawet .ppt są zgodne z tymi zapisywanymi w Microsoft Office. Ale, powiedzmy sobie szczerze, nawet dokumenty zapisane w samym programie Word używanym na dwóch różnych maszynach często zupełnie inaczej wyglądają. O eksporcie do starszych wersji programu już nie wspomnę. Jak zatem produkt firmy zewnętrznej może być bardziej zgodny od produktu, który i tak nie jest zgodny ze swoją wcześniejszą wersją? Dla mnie to niepojęte, ale takie hasła marketingowe przyciągają. Gorzej, kiedy ktoś już odpali OO i po prostu zawiedzie się brakiem podstawowych funkcji umilających i ułatwiających pracę z tekstem.

Dlatego właśnie wolę produkty gigantów - są płatne, ale są wygodne. Czyż nie ta sama idea przyświecała Apple'owi, kiedy wypuszczał swój system oparty na okienkach (na długie lata zanim zrobił to Microsoft)? Bo komputer ma być narzędziem, które w prosty, łatwy i przyjemny sposób pomoże człowiekowi w jego codziennej pracy. I w tej niecodziennej też ;-) Zatem po co sobie utrudniać???

środa, 16 kwiecień 2008

Wkurzająca reklama w internecie.

Zaczynam observoovać świat dookoła. Włączam kompa. Odpalam pierwszą lepszą stronę. Reklama towarzyszy mi od pierwszych chwil mojej obecności w Sieci. Cóż, tak wielki rynek musi przynosić zyski. TV nie jest w stanie dać takiego zarobku, tak wielkiej powierzchni dla jednej reklamy przez długi czasem czas jednego odsłonięcia strony.

***

Czy zastanawiałeś/aś się kiedykolwiek nad tym, że w TV nie zniósłbyś tak długo oddziałującej na ciebie reklamy???

***

Jasne, przecież w prasie reklama utrzymuje się jeszcze na długo po przeczytaniu gazety. W zasadzie zostaje tam już na zawsze. Ale czy jest jej aż tak dużo? Czy jest aż tak natrętna?
Pamiętam początki Naszej Klasy. Jeszcze pół roku temu na podstronach serwisu było zaledwie kilka małych boxów z reklamą głownie tekstową. Strona była czytelna, było miło także dlatego, że tak bardzo różniła się od pozostałych portali społecznościowych.
Na stronach portalu IDG 17 stycznia 2008 Maciej Popowicz opowiadał o tym, że reklama na stronach NK nigdy nie bedzie agresywna. Wymienione zostały top-layery, czyli reklamy, które przysłaniają część strony, dopóki nie klikniemy na odpowiedni, zamykający daną reklamę przycisk. Można rzec - jasne, top-layerów rzeczywiscie brak, ale reklamy zajmujace sporą część monitora w rozdziałce 1024x768 też nie są zbyt przyjemne. Przynajmniej dla mnie. Szczególnie kiedy obok takiej horyzontalnej reklamówki pojawia się wertykalna. Do tego dochodzi spory banner odwiedzanej właśnie strony plus podręczne menu z przyciskami do jej obsługi. I w taki oto sposób korzystając z niewyposażonej w żadne dodatki blokujące reklamy przeglądarki internetowej, na monitorze mieści się JEDEN pasek moich znajomych. Dobrze, że myszki mają scrolle. A przeglądarki wtyczki wyłączające reklamy...
Nie wspomnę już o tapetce playa pod listą znajomych, która pojawiała się na NK jakiś czas temu. Milutko :-]
Powracając do przywołanej wcześniej gazety - poza stronami czysto reklamowymi nie znalazłem jeszcze w żadnym tytule sąsiadujących ze sobą reklam zajmujących sporą część strony, szczególnie w artykule, który jest tematem numeru.

***

Czy zauważyłeś/aś, że kłamstwo w internecie jest tak samo popularne jak reklamy???

***

Ale to już temat na zupełnie inną notkę...


link do przywoływanej w notce wypowiedzi p. Popowicza na idg.pl